Historia Żory: Dawne gospodarstwa w naszym mieście

Katarzyna Śleziona
Marta i Maria Miguły. Zdjęcie zostało zrobione w 1939 roku. Fotografia pochodzi ze zbiorów M. Piechaczek Żorzanie w starej fotografii 1889-1960
Historia Żory: Jakie były dawne gospodarstwa w naszym mieście? W miejscu dzisiejszych osiedli pasły się krowy, na podwórkach wielu domów mogliśmy zobaczyć kury, kaczki, a nawet gęsi i indyki, nie brakowało też chlewików i stodół. Jeszcze cztery dekady temu nasze miasto było bardziej rolnicze. Z biegiem lat wiele się zmieniło.

Historia Żory: Dawne gospodarstwa w naszym mieście

Dzisiaj po dawnych gospodarstwach zostały głównie wspomnienia. Zamiast chlewików i stodół, mamy garaże dla samochodów, a na pastwiskach wyrosły m.in. osiedla Księcia Władysława i Powstańców Śląskich, a nawet autostrada A1.

Polub nas na Facebooku

Niemal w każdej dzielnicy mieszkali gospodarze
- Dawniej ludzie albo zajmowali się rolnictwem, albo - jak większość - byli chłoporobotnikami. Oprócz pracy w zakładach pracy, uprawiali rolę i hodowali zwierzęta domowe. W każdej wiosce było sporo rolników o wielkiej renomie - mówi Henryk Buchalik, prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Żory. - Na Zostawiu swoje gospodarstwo miał m.in. pan Gaszka, w Kleszczowie był pan Lazar, w Rowniu i na Folwarkach pan Klenart i Ćwięczek, a na przykład na Kleszczówce mieszkał pan Blaski. Kiedyś Żory kojarzone były z dzisiejszym centrum, ale i tutaj byli rolnicy: pan Strykowski, Kuśka, Budniok - wylicza Henryk Buchalik.

W Osinach były znane gospodarstwa m.in. pana Hupka, Wałacha i Cimały. - W ostatnich 40 latach nasze Żory były inne. Było mniej domów, a więcej gospodarstw. Z lat młodości pamiętam gospodarstwo pana Ćwięczka przy dzisiejszej ulicy Wodzisławskiej, pana Grzonki w Roju i na Folwarkach pana Goli. Wszyscy koncentrowali się na hodowli trzody chlewnej. Pan Ćwięczek zdobył nawet nagrody za rozwiązania technologiczne w rolnictwie - mówi Eryk Cimała, który od ponad 30 lat prowadzi gospodarstwo w Osinach. Zajął się nim w wieku 16 lat, po śmierci ojca. Znacznie je powiększył. Od ponad 10 lat gospodarstwem zajmuje się razem z żoną Iwoną. To jedno z nielicznych, znanych do dzisiaj w Żorach gospodarstwo. Obecnie liczy 450 hektarów użytków rolnych na terenie Żor, Pawłowic, Jastrzębia-Zdroju i Czerwionki-Leszczyn. Uprawiają kukurydzę, rzepak, pszenicę i pszenżyto. - Kiedyś kukurydzę uprawiało się na kiszonkę dla bydła, a od lat 90. XX wieku na ziarno - dodaje.

Natomiast państwo Juraszczykowie z Roju kiedyś mieli krowy, świnie, a nawet kaczki, gęsi i barana. Uprawiali kukurydzę, ziemniaki, pszenicę. Jednak w latach 70. XX wieku zabrano im prawie 1 hektar pola pod budowę kopalni ZMP "Żory". Z kolei część z ich prawie 13-arowej łąki zabrano im pod budowę autostrady A1.
- Teraz zostały tu ugory. Za to, co dostaliśmy za oddanie pola, to nawet meblościanki nie mogliśmy kupić - mówi Róża Szulik, córka państwa Anny i Józefa Juraszczyków z Roju.

Dzieci pomagały na polu, doiły krowy, sprzątały
Dzisiaj dzieci wolą spędzać czas przez komputerami, oglądając telewizję lub grając na konsoli. Dawniej mniej lub bardziej chętnie pomagały rodzicom w pracach na polu. Sprzątały w obejściu, doiły krowy. - Mój dziadek pracował na kopalni, ale również mieli z babcią pole, które ich żywiło. Jako dziecko pamiętam, że najbardziej lubiłem stać przy babci jak doiła krowę i wyjadać łyżką tę pianę, która tworzyła się na mleku - wspomina Henryk Buchalik, który lubił, jak jego babcia w maśniczce ubijała śmietanę, efektem czego była maślanka i masło. - Podjadałem wtedy te okruchy masła pływające na powierzchni maślanki. Lubiłem, gdy było świniobicie. Przepadałem za "werflajszem" - czyli głowizną, którą się opychałem, popijając kotłówką. Przepadałem też za swojskimi krupniokami, żymlokami, leberwurstem - pasztetową, preswurstem - salcesonem, wędzonką - dodaje pan Henryk.

Darcie pierza, a do tego śpiewy i "kreple"
- Myślę, że dawniej ludzie byli sobie bliżsi, bardziej radośni. Razem się pracowało i razem się bawiło - wspomina pani Jadwiga, mieszkanka Roju.

Bardzo popularne było szkubanie pierza w domach tych mieszkańców, którzy hodowali gęsi. Odbywało się zimą w każdym domu, gdzie były dziewczyny przed zamążpójściem. Praca była długa, ale wieczór umilały śpiewy, muzyka np. wygrywana na akordeonie, a także słodki poczestunek - obowiązkowe "kreple" (pączki) i kawa. - Darcie pierza odbywało się u tych ludzi, którzy hodowali gęsi a było ich niemało. Pamiętam, że moja babcia chodziła szkubać - drzeć pierze do różnych sąsiadek. Ja zawsze chciałem, żeby mnie zabrała na szkubnik, czyli na uroczyste zakończenie szkubania. Pamiętam, że na tych spotkaniach zawsze był kołocz i inne wspaniałe jedzonko - dodaje Henryk Buchalik.

Zimna wiosna to droższe warzywa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie