Jan Mencwel: Betonowanie miast stało się już obciachem

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Jan Mencwel, aktywista, współzałożyciel ruchu miejskiego Miasto Jest Nasze. Autor książki „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”.
Jan Mencwel, aktywista, współzałożyciel ruchu miejskiego Miasto Jest Nasze. Autor książki „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”. Albert Zawada
Przykładów betonozy szukałem we wszystkich regionach kraju. Powtarza się ten sam model: psuje się miejskie przestrzenie, pozbawiając ich drzew. Dzieje się to wszędzie i za ciężkie pieniądze. Często są to miliony euro wydane z dotacji europejskich. Oczywiście nie jest to żadna rewitalizacja, tylko dewitalizacja – mówi Jan Mencwel, współzałożyciel ruchu miejskiego Miasto Jest Nasze.

Straszny upał!

Niestety. Szczególnie, jak się mieszka w miastach. Poza miastem łatwiej wytrzymać, choć takie fale upałów są groźne wszędzie.

W miastach, w których jest dużo zieleni, jest dużo drzew, temperatura jest niższa – tak mówią badania. Jak to wygląda w Warszawie?

W zależności od miejsca, różnice w temperaturach mogą być znaczne. Przestrzenie pozbawione drzew, jak miejskie place, duże arterie, trasy przelotowe, a ich jest w Warszawie wiele, nagrzewają się piekielnie. Polega to na tym, że temperatura miejscowa jest dużo wyższa; może być o kilkanaście, a nawet ponad 20 stopni różnicy. Wiem, bo sam to mierzyłem specjalistycznym termometrem, na przykład na Placu Bankowym. To sprawia, że powstaje efekt tak zwanej miejskiej wyspy ciepła: całe miasto zaczyna się nagrzewać przez te powierzchnie, które są wystawione na słońce i bardzo mocno się nagrzewają w ciągu dnia, a w nocy to ciepło oddają. Ciepło ulatuje do góry, wchodzi do mieszkań i mamy zjawisko tropikalnych nocy, w których bardzo ciężko się śpi.
To wszystko bardzo niekorzystnie wpływa na nasze zdrowie.

Ludzie nadal wysyłają Panu zdjęcia zabetonowanych rynków miejskich?

Niestety tak. Ostatni przykład to Kutno.

Widziałam! Zabetonowano rynek, co kosztowało, bagatela, 40 milionów złotych.

Cały czas dochodzi do tego rodzaju „zbrodni” na krajobrazie miejskim. Nie ma praktycznie tygodnia, żebym nie dostał od kogoś wiadomości, że w jego mieście planują wycinkę, czy już wycięli drzewa w imię jakichś inwestycji czy rewitalizacji. Myślę więc, że to dalej jest bardzo mocno rozpowszechnione. Zmieniło się to, że ludzie się zaktywizowali, zaczęli protestować i zaczęli te sprawy nagłaśniać. Trochę się przebudzili i mają świadomość, że często są to decyzje polityczne, na które mamy prawo mieć wpływ i możemy oczekiwać od władz, że wysłuchają naszego zdania.

Kilka lat temu, przy okazji pisania książki „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”, zjechał Pan bez mała całą Polskę. Jak ta Polska wtedy wyglądała i czy nastąpiła jakaś zmiana?

Przykładów betonozy szukałem we wszystkich regionach kraju. Niezależnie od tego, jaka jest ich historia, jakie są wpływy kulturowe, powtarza się ten sam model: psuje się miejskie przestrzenie, pozbawiając ich drzew. Dzieje się to wszędzie i za ciężkie pieniądze. Często są to miliony euro wydane z dotacji europejskich w taki właśnie sposób. Wygląda to, jakby te przestrzenie zostały wzięte z jakiegoś katalogu; praktycznie identyczne rynki, które są „rewitalizowane” na tę samą modłę.

I to się właśnie nazywa, o ironio, rewitalizacja. Jak to w ogóle możliwe i kto za tym stoi?

Oczywiście nie jest to żadna rewitalizacja, tylko dewitalizacja – czyli w tej chwili, przy takich upałach, takich temperaturach, pozbawia się życia miasta. Nikt nie pójdzie na rynek, na którym nie ma drzew, bo się tam usmaży. Takie przestrzenie odrzucają na kilometr; biznesy też nie są w stanie się rozwijać, bo jest zbyt gorąco, by na przykład posiedzieć na zewnątrz w ogródku restauracji. Na dodatek te negatywne efekty są odczuwalne właśnie tych miesiącach, w których chcielibyśmy, aby życie miejskie najbardziej rozkwitało.
Dlaczego tak się dzieje? Takie są decyzje władz: burmistrzów, prezydentów, radnych, którzy po prostu źle zrozumieli, co to znaczy nowoczesna przestrzeń miejska.

Czasem aż trudno uwierzyć, że władza może być tak nieświadoma. Wydaje się naturalnym, że każdy tam, gdzie mieszka, chce mieć zieleń.

Władze miejskie, niestety, nie patrzą w ten sam sposób na przestrzeń, którą dysponują, a jest to przecież przestrzeń wspólna. Patrzą na nią przez pryzmat swoich celów i swoich wyobrażeń, a nie tego, że to jest miejsce dla ludzi, miejsce, w którym powinno się toczyć życie miejskie, do którego powinno się przyciągać ludzi, by tam spędzali czas. Władze myślą raczej o tym, że mają dotacje, że mają pieniądze do wydania, że chcą przeciąć wstęgę, że chcą coś utwardzić, bo mają głęboko w głowie zakorzeniony taki model, że nowoczesna przestrzeń jest właśnie betonowa, utwardzona, równa, symetryczna. Myślą swoimi fantazjami, a nie kategoriami realnego życia mieszkańców. A my po prostu chcemy, aby latem w naszym mieście było trochę chłodniej, chcemy spędzić czas w cieniu i nie usmażyć się jak na patelni.

To jeden z wielu argumentów na to, po co zieleń człowiekowi. Wiele badań wskazuje, że drzewa nie tylko dają cień, chłód, tlen, ale wpływają na naszą psychikę, sprawiają, że lepiej się przy nich czujemy, lepiej funkcjonujemy, że jesteśmy po prostu szczęśliwsi.

Tak, to jest już dobrze przebadane ze strony naukowej, psychologicznej. Badania pokazują, jakie są zachowania ludzi w takich miejscach, które są zielone: ludzie są bardziej zrelaksowani, są skłonni spędzić tam więcej czasu. Chętniej robią zakupy, chętniej korzystają z usług takich jak na przykład gastronomia. Stąd przestrzeń miejska z drzewami będzie też korzystniejsza dla biznesu, lepsza dla ekonomii i gospodarki, bo jesteśmy w stanie wygenerować więcej miejsc pracy; to wszystko się wzajemnie napędza. Z kolei patrząc w drugą stronę, napędza się negatywny efekt: mamy na rynku betonową pustynię, knajpy nie są w stanie funkcjonować, ludzie stamtąd uciekają. I potem mamy efekt martwego miasta, w którym jedyna przestrzeń dedykowana do życia – a w mniejszym mieście często jest nią rynek – jest martwa.

Czy podczas podróży po Polsce spotkał Pan takie miasto, które mogłoby świecić przykładem, gdzie włodarze dbają o zieleń, a mieszkańcy mają wpływ na działania władz w taki sposób, że dziś, przy upałach wszyscy sobie chwalą i gratulują dobrych decyzji?

Niestety, nie mam ani jednego takiego przykładu, w którym by się to wydarzyło w stu procentach świadomie. Ale jest jeszcze bardzo wiele miast, które nie zdążyły po prostu narobić głupot i mają zielone rynki, albo rynek pełni jednocześnie funkcję skweru. Myślę, że wiele jest takich miejsc, które mają szansę dostrzec ten potencjał i nie narobić błędów, jakich narobili inn

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Jan Mencwel: Betonowanie miast stało się już obciachem - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polska

Pozdrawiania i podziękowania dla Pan. Jana Mencwel.

Popieramy Pana i jesteśmy bardzo wdzięczni.

BK.

P
Polska

Pamiętamy piękne parki ze zdjęć :o)

W Piszu (mazury) wycięto wszystkie stare, duże i piękne drzewa. Posadzono w ich miejsce krzaki.

Ktoś może zapytać, ale czemu? To bezsens!

Nic bardziej mylnego! to ma sens!

Pisz jak i całe mazury należy do miejsca w Polsce gdzie bezrobocie, korupcja jest najwyższa od dziesięcioleci.

A patologie urzędnicza i współistnienie lokalnych przedsiębiorców działających wspólnie w celu osiągnięcia korzyści finansowych jest powszechnie znana i tolerowana wiedzą.

( wycinki drzew to tutaj jedyny dostępny biznes

Za ścięcie drzew zapłacono? o tak i wytworzono ''biznes''!

Komu zapłacono? Koledze burmistrza.

Za posadzenie nowych krzaków zapłacono? o TAK! Również koledze burmistrza!

Dodaj ogłoszenie