Sylwia Kocoń: Jeśli chcesz mieć więcej pieniędzy, to zbliż się do siebie i poczuj swoją wartość

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Sylwia Kocoń, ekonomistka, metafizyk, autorka książki "Bogaty Budda". Od 10 lat organizuje kursy przyciągania pieniędzy oraz inne programy online.
Sylwia Kocoń, ekonomistka, metafizyk, autorka książki "Bogaty Budda". Od 10 lat organizuje kursy przyciągania pieniędzy oraz inne programy online. Materiały prasowe
Mogę chcieć więcej pieniędzy, działać w biznesie na większą skalę, mieć więcej klientów, ale i tak wiem, że dostanę tyle, na ile się otworzę i ile jestem w stanie przyjąć. Mamy tyle wszystkiego, na ile dajemy przyzwolenie. Tyle pieniędzy, tyle klientów, tyle zasięgów. Tyle szczęścia – mówi Sylwia Kocoń, ekonomistka, autorka książki „Bogaty Budda”, organizatorka kursów przyciągania pieniędzy.

„W nowym roku chciałabym więcej pieniędzy”. „Chciałbym lepiej zarabiać” – wśród noworocznych postanowień znajdą się pewnie i takie. Wielu z nas chciałoby być zamożnymi ludźmi. Dlaczego niewielu to osiąga?

Jeżeli nie doświadczamy tego, co chcielibyśmy doświadczać, czy to przypływu pieniędzy, czy czegokolwiek innego, to może oznaczać, że w jakiś sposób się na to zamykamy. Sami ten przypływ blokujemy. Tylko, że robimy to, oczywiście, nieświadomie. Przecież nikt świadomie nie odbierałby sobie takich możliwości. A jeśli tak z nami jest, to trzeba by się zastanowić, czego o pieniądzach, o zamożności, o ludziach bogatych nauczyliśmy się w dzieciństwie. Czym nasiąknęliśmy, jak byliśmy dziećmi. Te wszystkie wzorce zachowań…

… opowieści rodziców, że nie ma pieniędzy! „Nie stać nas” – słyszałam w dzieciństwie. Albo, że bogaci to ci, co nakradli.

Dotknęłaś istotnej kwestii: po pierwsze ważne jest to, co w dzieciństwie usłyszeliśmy w domu o pieniądzach. Dzieci nawet nie musiały uczestniczyć w takich rozmowach i najczęściej nie uczestniczyły, ale były ich świadkami. Zresztą, nie chodzi tylko o rozmowy. Chodzi też o emocje, które się pojawiały zawsze, kiedy pojawiał się temat pieniędzy. Jak wiemy, to temat, który nam towarzyszy na co dzień. Stąd na początek zachęcam do tego, żeby przyjrzeć się temu, jaką relację z pieniądzem mamy poprzez naszą emocjonalność. Emocje są świetnym kompasem. One pokazują, co my rzeczywiście myślimy o pieniądzach. Większość osób być może powiedziałaby: „Przecież ja kocham pieniądze, uwielbiam je” – są to zwłaszcza te osoby, które świadomie chcą mieć więcej pieniędzy. Ale niekoniecznie musi chodzić o pieniądze, to może być każda inna rzecz, której pragniemy.

W jaki sposób przyjrzeć się swojej relacji z pieniędzmi?

Na przykład zaglądając na swoje konto bankowe. Co czujesz, kiedy logujesz się do swojego banku? Co czujesz, kiedy dostajesz maila, że twój bank podwyższa opłaty za prowadzenie konta? Jak się mają twoje emocje, kiedy myślisz o tym, żeby w coś zainwestować? Jak się w ogóle czujesz, kiedy rozmawiasz o pieniądzach, kiedy planujesz coś, co jest związane z pieniędzmi? Kiedy masz za coś zapłacić? Twoje emocje dadzą ci odpowiedź, pokażą, jaka jest ta twoja prawdziwa relacja z pieniądzem. Tak przy okazji, czy to nie cudowne, że emocje mogą nam wskazać prawdę w nas?

Są ludzie, którzy uciekają od emocji. Nie chcą dawać im uwagi, bo emocje kojarzą się z cierpieniem.

Mało kto przygląda się swoim emocjom. A w rzeczywistości emocje i to, co myślimy na temat dostatku, obfitości, pieniędzy, bardzo się ze sobą łączy. Podam przykład, który zobrazuje, jak to wygląda. Pomyślałaś sobie, że chciałabyś coś kupić. Coś, co ci się podoba. Często tak mamy: coś nam wpada w oko, mamy na coś ochotę, chcielibyśmy coś mieć, no, ale kiedy pomyślimy o kupnie tego, to czujemy w sobie dziwny ścisk. Odczuwamy dyskomfort. I ten dyskomfort pokazuje nam, że wierzymy w coś, co nam nie służy; co nie jest z nami spójne.

Myślałam, że to rozsądek: „Nie możesz sobie kupić tej ślicznej torebki, bo musi Ci starczyć na czynsz, na ZUS, na podatki”.

Tak, tak, a pod to już jest podpięte przekonanie: „Jak sobie na to pozwolę, to będę potem żałować”. Steruje tobą to, jakie masz przekonania na temat pieniędzy i wszystkiego, co jest z nimi związane. Nawet nie wiesz, że taki mechanizm tobą kieruje, nie uświadamiasz sobie tego. Zatem, jeśli chcesz mieć więcej pieniędzy, nie masz wyjścia – musisz zobaczyć to w sobie. Tylko wtedy możesz coś z tym zrobić.

Mówisz o tym na spotkaniach online, które oglądam, więc zaczęłam się temu przyglądać. Przyglądać się, dlaczego kupuję te, a nie inne rzeczy? Chipsy nie przedstawiają dla mnie żadnej wartości, więc ich nie kupuję. Przez pieniądze, które są wartością, nadaję wartość temu, co kupuję.

Poruszyłaś bardzo ważny temat. Uwielbiam o tym mówić. Dla mnie praca z otwieraniem się na pieniądz, na przepływ pieniądza to nie jest tylko liczenie w słupkach i planowanie, ile się oszczędzi. Musi być fundament, czyli rozpoznanie, co się we mnie dzieje, jak wygląda moja prawdziwą relację z pieniędzmi. Warto uczyć się być z nimi w nowej relacji, poprzez docenienie.

Co to znaczy?

Co się dzieje, gdy masz do zapłacenia rachunki, albo przychodzi czas, że musisz zapłacić podatki? Nawykowo jesteśmy nauczeni, że to jest niedobre, nie chcemy tego: „Dlaczego muszę płacić?” Pojawia się złość, niezgoda, spięcie. Jeśli więc mówimy, że pieniądz to nasz przyjaciel, no to sorry, ale jaki przyjaciel chciałby się pojawiać w naszym domu, jeśli my przy nim mielibyśmy być cały czas niezadowoleni, wkurzeni i spięci? Uważam, że pieniądz jest super narzędziem, żeby nam pokazywać właśnie to, co powiedziałaś przed chwilą: wartość oraz wartości, jakim hołdujemy i jakie przenosimy w nasze życie. Pieniądz jest też narzędziem pomagającym nam dostrzec, a także uczyć zdrowego poczucia własnej wartości oraz poznawania tego, co ma dla nas wartość. Zatem pieniądz zbliża nas do samych siebie. Już to samo w sobie jest super i uzdrawiające. Nie chodzi o to, żeby kombinować i generować pieniądze usilnie i na zewnątrz, choć tak też można. I wielu tak robi.

Tak też chyba było z Tobą?

Doświadczałam tego wiele lat; poszłam do korporacji za pieniądzem. By osiągać bogactwo, czuć prestiż – i to mi się udawało. Mieszkałam w Londynie, dobrze zarabiałam, mój standard życia był na wysokim poziomie. Tylko… nie byłam szczęśliwa. Nie czułam się spełniona. W ogóle nie rozumiałam, o co chodzi. Jak miałabym być spełniona? W głowie mi się poprzewracało? Może już nie wiem, czego chcę od tego dobrobytu? – takie myśli się u mnie pojawiały. Nawiasem mówiąc, to też typowe, żeby obwiniać samą siebie. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że co prawda generuję pieniądz, tylko że robię to wbrew sobie, w niezgodzie ze sobą, w braku spójności ze sobą. Czyli tak naprawdę nie czuję swojej wartości, nie widzę jej, nie szanuję siebie, robię coś na przekór sobie. Po to jedynie, żeby tylko poczuć się bezpieczniej i sztucznie wygenerować swoją wartość.

Pieniądze mają sprawić, że będziemy szczęśliwsi, będziemy mieć poczucie bezpieczeństwa? A może chodzi o to, aby mieć poczucie, że jest się lepszym od innych?

W procesie budowania zdrowej relacji z pieniądzem i ze sobą, budowania zdrowego poczucia własnej wartości, zaczynamy odkrywać, co jest naszą główną motywacją. Piszę o tym w swojej książce „Bogaty Budda”.

Świetna książka! Nie dziwię się, że nie schodzi z list bestsellerów, jeśli chodzi o poradniki. Wbrew pozorom, nie jest to książka o buddyzmie, a o tym, jak brać z życia to, co najlepsze.

Dokładnie. Nie chodzi więc o to, że mamy iść w skrajność, zrezygnować z dóbr materialnych na rzecz uduchowienia i przejawiać tylko wzniosłe, najlepsze uczucia. Taka postawa, odcięcie się od zwykłego życia też nie przyniesie szczęścia. Jesteśmy ludźmi, chcemy żyć! Chcemy doświadczać, chcemy delektować się życiem. Chcemy mieć te różne rzeczy, które nam się podobają, o których myślimy i które chcemy mieć. Zaspokajanie pobudek swojego ego to jest część naszego człowieczeństwa. To jest w porządku. Ale niech to nie będzie główna motywacja. I tu możemy zacząć uczyć się rozpoznawać, dlaczego naprawdę ja tego czegoś chcę. Czyli, jak powiedziałaś o tym wcześniej – czy to jest moja wartość. Często działamy poprzez przyzwyczajenie i nawyk, wydaje się nam, że chcemy tysiąc różnych rzeczy, a tak naprawdę nigdy się temu nie przyglądamy. To jest działanie bardzo powierzchowne i wypływa z mechanizmów lękowych. Chcemy czegoś, bo nas nauczono, że wypada, że powinniśmy tego chcieć, że przecież to jest takie normalne, że trzeba to mieć. Tak, jak trzeba założyć rodzinę, wybudować dom, mieć określony status społeczny.

Mieć dom i samochód. Chyba nadal to jest na pierwszym miejscu listy marzeń Polaków.

Nie ma nic złego w marzeniach. Cieszmy się nimi. Ja też jestem osobą, która cieszy się komfortem. Cieszę się tym, że mogę doświadczać różnych rzeczy materialnych. Ale też to nie jest już dla mnie główny motywator. Obfitość jest o wiele szerszym pojęciem, nie zawęża się tylko do dóbr materialnych, choć je zawiera. Nie neguję ich, lubię je doświadczać i do tego zachęcam. Najpierw jednak odkryjmy siebie. Odkryjmy, co dla nas jest ważne, co jest z nami spójne. Na kursach jakie prowadzę, proponuję praktyczne ćwiczenia. Jednym z nich jest badanie naszych własnych wycieków finansowych. Bierzemy wyciąg z konta i przy każdym wydatku przyglądamy się, jak się przy nim czujemy. Co się wtedy z nami dzieje? To moment, żeby zastanowić się, dlaczego wydajesz pieniądze na te różne rzeczy? Robisz to z rozpędu, bo jesteś do tego przyzwyczajona? Albo dlatego, że mąż, rodzina tego oczekują? A może dlatego, żeby poczuć się bezpieczniej? I być może wtedy dojdziesz do wniosku, że na co dzień inwestujesz swoje pieniądze w rzeczy, które tak naprawdę nie są z tobą spójne i nie są twoją wartością. Jeśli zaczniemy to rozpoznawać, uczyć się tego, uczyć się relacji z pieniądzem, to również zaczniemy widzieć, co ma dla nas naprawdę wartość. I wówczas zaczniemy wydawać pieniądze tam, gdzie coś jest dla nas wartościowe. I to nas podwójnie będzie cieszyć; nie dość, że mamy to, co chcieliśmy, to na dodatek mamy coś, co naprawdę nas cieszy i wzbogaca.

Co dalej? Jeśli już wiem, jak wygląda moja relacja z pieniądzem. A także, co mam myśleć, kiedy z mojego konta wypływają pieniądze.

To jest proces. Tego nie załatwi wykonanie jednego ćwiczenia. Pewne sprawy muszą w nas dojrzeć. To się dzieje na przestrzeni tygodni, miesięcy, a nawet lat. Zawsze miałam lekkość, jeśli chodzi o zarabianie dobrych pieniędzy, ale to było podpięte pod wierzenie, że dobre pieniądze mogę mieć tylko wtedy, jak się naharuję. Jak zrobię coś, co jest ciężkie, trudne i w ogóle tego nie lubię. Im bardziej tego nie lubię, tym więcej mogę mieć pieniędzy (śmiech).

Chodzi o to, żeby robić to, co się lubi, żeby nam za to płacili i to dobre pieniądze.

Tak! Kiedy kilka lat temu zostawiłam korporację i zaczęłam się zajmować tym, czym się zajmuję dzisiaj, to na początku czułam w sobie ogromny opór. Myślałam: „Niemożliwe, żebym na to zasługiwała, żeby to w ogóle było realne, że mogę dobrze zarabiać, robiąc coś, co naprawdę lubię. Przecież to nie ma sensu! Przecież pieniądze dostaje się tylko za coś, co jest ciężkie, brudne, niezgodne, trudne”. Nawet i rok może potrwać, żeby dojść ze sobą do tego, że tak jest OK i żeby się na to w sobie otworzyć. Absolutnie tak to widzę w każdej życiowej kwestii, nie tylko w kwestii pieniądza. Zaczęłabym więc od zadania sobie pytania: „Czego ja się boję, dlaczego nie chcę dopuścić do otwartości, jeśli chodzi o pieniądze”? Jeżeli czegoś chcemy, to naprawdę warto uczciwie i szczerze ze sobą porozmawiać. Czego się boję, jak mi się to spełni? Może się wydawać, że to głupie pytanie, no bo jak to? Przecież ja tego chcę, to jak mogę się bać? A właśnie, że my się tego boimy. Tego na przykład, że osiągniemy sukces, będziemy bogaci. Bardzo często się z tym spotykam i widzę, jak duży dyskomfort u niektórych osób generuje to, że on ma więcej. Że kupił sobie lepszy samochód i nim jeździ. Pojawia się wstyd, pojawia się opór. Bo inni będą mnie obgadywać, wykluczą mnie, nie będą mnie lubić, czyli coś stracę.

Mówi się nawet, że pieniądze szczęścia nie dają.

To prawda. Ale też może być w nas sporo ukrytych innych lęków. Na poziomie świadomym chcemy mieć pieniądze, chcemy być bogaci, mamy plany. A potem się dziwimy, że to nam nie wychodzi. Nie wychodzi z wielu powodów, ale najważniejszym elementem tego, że nie wychodzi jest to, że my nieświadomie to blokujemy. Poprzez, jak już zostało tu powiedziane wcześniej, nasze wierzenia na temat pieniądza, ale też poprzez to, czego się tutaj boimy. Czasami trzeba ze sobą długo pogadać. W związku z pieniędzmi pojawia się ogrom lęków; to zawsze są takie zaskakujące rzeczy. Najczęściej to boję się tego mieć, bo boję się, że potem to stracę. Wolę więc tego nie mieć, bo nie będzie bolało, gdybym straciła.

Czego jeszcze się boimy, w związku z pieniędzmi?

Opinii innych. Boimy się wykluczenia. Boimy się, że będziemy mieć nadmiar obowiązków, presji, odpowiedzialności; mnóstwo tu jest lęków. Trzeba je zobaczyć. Jak z tym pracować? Pierwszym krokiem zawsze jest uświadomienie sobie tego, po pierwsze jak ja się czuję, jakie emocje się pojawiają we mnie, kiedy myślę, mówię o pieniądzu, o jakiejś innej kwestii, na której mi zależy, w co ja wierzę, czego się boję. Trzeba przepracować ten proces. Przepracować to, że boję się, że będę oceniana, że będą o mnie myśleć, kim to ja teraz nie jestem, że poprzewracało mi się w głowie, będą mnie obgadywać, potem się ode mnie odetną. Mogę sobie zacząć tłumaczyć, pokazywać sobie, że jest mnóstwo ludzi, którzy żyją w dostatku, mają dobre życie, mnóstwo znajomych, przyjaciół, dobrze im się żyje i w bardzo fajny sposób użytkują pieniądz, jaki mają. Na rzeczy, które są ich wartością, dając więcej od siebie dla świata, faktycznie przyczyniając się nie tylko do swojego dobra, ale też dobra innych. To się spotyka z coraz większym uznaniem, docenieniem. Z radością. Jeżeli chodzi o niekomfortowe emocje, jakie pojawiają się na przykład przy płaceniu rachunków, to też jest proces. Możesz sobie wytłumaczyć: „Ok, nie lubię płacić podatków ani rachunków, ale tak naprawdę one reprezentują coś, co jest dla mnie bardzo dużą wartością. Dzięki temu, że płacę rachunki, dostaję coś, o czym nawet nie myślę, że to dostaję, bo to jest takie normalne.

Jak prąd. Albo internet w domu. Czy ciepła i zimna woda.

Rachunki można sobie łatwo wytłumaczyć. Cieszę się, że mam prąd, cieszę się, że mam internet. Warto to sobie uświadamiać i doceniać. Fajnie, że mogę to mieć. Nie wszyscy to mają. Żyjemy w kraju rozwiniętym i jesteśmy do tego przyzwyczajeni, że mamy do tego dostęp. Ponad połowa świata tak nie ma. Ogrom ludzi nie ma dostępu do elektryczności, do wody, do pożywienia. My to bierzemy za coś stałego. To jest dla nas oczywiste. Idźmy dalej: podatki. Dlaczego muszę je płacić?

Dzięki nim mam nowe ławki w parku na osiedlu I zadbane klomby.

Przyznam, że kiedyś czułam ogromny dyskomfort, że muszę płacić podatki; jak wróciłam do Polski, to ogromnie się buntowałam: „Nie będę płaciła, bo ja od tego kraju nic nie dostałam”. Większość życia mieszkałam za granicą, długo funkcjonowała moja firma w Anglii, nie chciałam jej rejestrować w Polsce. To też było takie stopniowe mierzenie się ze sobą. W końcu zaczęłam sobie uświadamiać: „Kurczę, ale jak wychodzę z domu i chcę gdzieś podjechać, to cieszę się, że podjeżdża autobus, który mnie zawiezie tam, gdzie chcę”. Jestem wdzięczna, że mogę podjechać kilka przystanków. Biegnąc do parku, mogę sobie usiąść na ławce, posiedzieć przyjemnie przy zadbanym trawniku. To idzie z naszych pieniędzy, więc też możemy za to poczuć wdzięczność. W taki sposób uczymy się, żeby zamiast lęku i dyskomfortu odczuwać wdzięczność. W ten sposób trenujemy swój mózg. Do tej pory nasze mózgi wytrenowane były w tym, co jest dla nas niebezpieczne, co nam zagraża, czego się boimy. Ale to się da zmieniać. To kwestia stworzenia nowych połączeń neuronowych w mózgu, a nie żadna magia. Nasze mózgi są elastyczne, plastyczne i się dostosowują.

Dzięki temu, że znalazłam Cię w przestrzeniach internetu, zaczęłam praktykować polecane przez Ciebie jedno proste ćwiczenie. Kiedy wstaję rano, sprawdzam swoje konto. Niezależnie, czy jest przypływ gotówki czy odpływ, to daje mi poczucie, że ja tym zarządzam.

To jedna sprawa. Dobrze jest zobaczyć w sobie, co się dzieje, jak się z tym czuję. Ale nie można pominąć drugiej sprawy. A jest nią fizyczne działanie. Tylko, że działać można różnie. Był czas, gdy działałam na siłę, goniąc za spełnieniem, sukcesem, pieniędzmi i byłam totalnie zmęczona. Albo można sięgać po coś z tego miejsca, gdzie już rozpoznaję swoje wartości, czuję swoją wartość, jestem przekonana, że zasługuję na to, co chcę i że możliwe jest, żebym to miała. Często spotykam się z tym, że coś, o czym myślimy, wydaje nam się niemożliwe do spełnienia, no bo jak to? Jak mogę lepiej zarabiać teraz, w pandemii, kiedy są redukowane miejsca pracy, jest ciężko, nadchodzą zmiany i w ogóle jest kryzys? Tymczasem nie ma potrzeby dawać temu uwagi. Dbajmy o to, żeby każdego dnia przekierowywać swoją uwagę w tę stronę, dzięki której lepiej się czujemy – czyli z braku na obfitość. Życie samo potrafi zadbać o każdego. Ono nas prowadzi i chociaż umysł chce wszystko kontrolować, to nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak coś się dla nas potoczy i co nam przyniesie. A życie pełne jest potencjałów. Ono ma dla nas wszystkie opcje dostępne, tylko my musimy się na nie otworzyć. Nieważne, jakie są czasy, czy nazywamy je kryzysem, czy recesją. Mam w Krakowie mieszkanie, które chciałam wynająć. Agenci nieruchomości mówili: „Pani Sylwio, niech pani zapomni, że wynajmie pani za kwotę, jaką pani chce”. Ceny nieruchomości poleciały na łeb na szyję, bardzo trudno się wynajmuje, a jeśli w ogóle się uda, to za zaniżoną kwotę. Pomyślałam: „Mogę w to wierzyć, a mogę też zrobić po swojemu”. Mogę podejść do tego z ciekawością: ciekawa jestem jak ci najemcy się znajdą. Ciekawe, kiedy przyjdą? Najemcy się pojawili, zapłacili mi tyle, ile chciałam, nie musiałam obniżać stawki. Nie rozumiem, jak to się dzieje, ale to się dzieje. Czy szukamy pracy, czy chcemy lepiej zarabiać, wystarczy, że dokonamy takiego wewnętrznego wyboru i będziemy iść za działaniami, które są inspirowane, czyli zgodne z nami. Wówczas tego typu sytuacje same się pojawią.

Jak można samemu przyspieszyć, żeby coś dobrego dla nas zadziało się szybciej?

Z jednej strony chcemy, żeby coś się dla nas zrealizowało, mamy pragnienie i ono jest konkretne, ale z drugiej strony, jeżeli oczekiwanie jest obsesyjne, to też nas zamyka, albo oddala w czasie to, czego chcemy. Wtedy desperacko cały czas kontrolujemy, sprawdzamy, niecierpliwimy się, przebieramy nogami, powtarzając: „Kiedy to się stanie. Jak to się stanie.” I analizujemy… Zostawmy to! Róbmy swoje. Mogę chcieć więcej pieniędzy, działać w biznesie na większą skalę, mieć więcej klientów, ale i tak wiem, że dostanę tyle, na ile się otworzę i ile jestem w stanie przyjąć. Nasze sukcesy nigdy nie są tym miejscem, w którym jesteśmy w pełni na nie gotowi, gdzie nie ma w nas lęku, nie ma oporów. Kiedy wychodzimy z własnej strefy komfortu, zawsze dzieje się to w towarzystwie lęków, braku gotowości i gadaniny w głowie naszego wewnętrznego krytyka.

Mamy tyle pieniędzy, na ile sami dajemy przyzwolenie?

Mamy tyle wszystkiego, na ile dajemy przyzwolenie. Tyle pieniędzy, tyle klientów, tyle zasięgów. Tyle szczęścia.

Od 10 lat prowadzisz kursy przyciągania pieniędzy. Brzmi magicznie, tymczasem to konkretna nauka. Z których ćwiczeń sama lubisz korzystać?

Lubię w swojej pracy opierać się na naszym codziennym życiu, żeby nauka nie była wyrwana z kontekstu. Zamiast wierzyć w coś, co nam nie sprzyja, lepiej wdrożyć docenianie. Lubię sobie powtarzać w różnych momentach, na przykład przy płaceniu za zakupy: „Dziękuję. Tak wiele za tak niewiele”. To moje ulubione ćwiczenie. Łączyć się z tym, że odpływ pieniędzy też jest w porządku. To dwukierunkowy przepływ, więc ten kanał ma być otwarty. Nie muszę się spinać, jak pieniądze odpływają. Spokojnie, taka jest natura fali, że odpływa i przypływa. Drugie moje ulubione ćwiczenie to przyglądanie się wartościom. Biorę wyciąg z konta z ostatniego miesiąca i sprawdzam, czy jest coś, przy czym się spinam. Może przy zakupach jedzenia? Wydatkach na dom? A może przy tym, że codziennie kupuję kubek kawy? Jeśli sięgnę do swoich wartości, to one mówią, że chcę dbać o swoje ciało, chcę się zdrowo odżywiać, dawać ciału to, co mi daje energię, a nie tylko sztucznie pobudza. Może więc nie muszę pić tej kawy? Kiedy zaczynam wydawać swoje pieniądze zgodnie ze sobą, że swoimi wartościami, to się zupełnie inaczej czuję. I też mniej tych pieniędzy wydaję. One płyną tam, gdzie jest moja wartość.

Kryzys klimatyczny, kryzys demograficzny?

Wideo

Materiał oryginalny: Sylwia Kocoń: Jeśli chcesz mieć więcej pieniędzy, to zbliż się do siebie i poczuj swoją wartość - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie